Zamieszanie związane z tekstem Rzeczpospolitej, o śladach trotylu we wraku tupolewa, podsumować można w kilku punktach.
Po pierwsze, od dziennikarskiej rzetelności ważniejsza jest sensacja, wszak liczy się sprzedaż, oglądalność i słuchalność.
Po drugie, Jarosław Kaczyński pokazał wreszcie swoją prawdziwą twarz w sprawie "smoleńskiego zamachu".
Po trzecie, Donald Tusk znalazł się w komfortowej dla siebie sytuacji, bowiem ponownie ma na przeciwko siebie "smoleńską sektę" zamiast merytorycznej, racjonalnej opozycji.
Po czwarte, prokuratura znowu potwierdziła, że ma gigantyczne problemy z komunikacją w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu, a zaufanie rosyjskim ekspertom i oczekiwanie na wyniki ich badań było błędem polskich śledczych.
Jedno jest pewne, ciąg dalszy dzisiejszej awantury z pewnością nastąpi.
